W poszukiwaniu pomysłów na słodkie co nieco dla mojej "karmiącej" siostry, wróciłam do kiedyś już testowanego przeze mnie karobu, od kilku lat dość popularnego "zamiennika kakao". Piszą o nim w internecie, że smakuje jak kakao, co jest mylne i może prowadzić do rozczarowania. Może być jego zamiennikiem, jak słodzik substytutem cukru, nadaje ciemny (ciemniejszy niż kakao) kolor, ale kakao i karob różnią się w smaku. Ten drugi jest troszkę słodszy, karmelowy, a stosowany w zbyt dużej ilości może mieć nieco metaliczny posmak.
Różne źródła podają, że karob ma wiele dobrych właściwości: jest łatwostrawny, nie zawiera kofeiny i mniej tłuszczu niż kakao; jest bezpieczny dla alergików, cukrzyków, matek karmiących i małych dzieci (> 1 roku życia). Więcej o karobie (inaczej chlebie świętojańskim lub szarańczynie strąkowym) można przeczytać tu lub tu.
W przepisach zawierających kakao można je zastąpić karobem, zmiejszając ilość o połowę. Pasuje do ciast i ciastek, wzbogacisz nim koktajl mleczno-owocowy, ale nie spodziewaj się tradycyjnego smaku czekolady. Masz ochotę na "zdrowsze" co nieco? Spróbuj tego ciasta.
Do wersji podstawowej dodaj siekane migdały lub żurawinę, posmaruj słodką polewą (np. karob z mlekiem kokosowym), jeśli wolisz "bogatsze" wypieki.
3 listopada 2014
31 października 2014
Risotto z grzybami

Risotto cieszy kubki smakowe i węch, przyjemnie wypełnia żołądek. Takie jedzenie otula jak ciepły koc.
Warto postać chwilę przy patelni, cierpliwie mieszać ryż. Mnie to odpręża.
Risotto z grzybami (2 porcje)
- 1 szklanka ryżu do risotto np. arborio
- 100 ml białego wytrawnego wina
- 1 łyżka oliwy
- 1 średnia cebula
- 750 ml bulionu warzywnego
- 80 g startego twardego sera np. dziugas, grana padano, parmezan
- łyżka masła
- płaska łyżeczka soli
- świeżo mielony czarny pieprz
- szczypta gałki muszkatołowej
- po 1/2 łyżeczki papryki wędzonej i tymianku (opcjonalnie)
- garść mrożonego zielonego groszku (opcjonalnie)
- kilka suszonych grzybów np. prawdziwków
- 300 g pieczarek
- pęczek natki pietruszki
16 października 2014
Ryż z karmelizowaną gruszką
Spędzam ostatnio sporo czasu z uroczą dwulatką, która zmusiła mnie, żebym nieco zwolniła. Bo wybranie się z domu wymaga czasu. Zanim włożymy buty jest długa dyskusja na tematy różne albo pojawiają się potrzeby nagłe i nieznoszące odmowy.
Do sklepu szybko nie dojdziemy, bo jest mnóstwo (ignorowanych przeze mnie) bodźców dookoła, które przykuwają jej uwagę i wymagają komentarza. Chodzenie prosto do przodu jest nudne, więc dziecko urozmaica je dreptaniem do tyłu, piruetami, przysiadami, bądź podskokami, a łapanie równowagi na krawężniku sprawia przecież większą frajdę, prawda? I szybko się nie da.
Potem mówi, że nóżki nie działają i chce, żeby ją wziąć na ręcę. Sprawdza mnie, czy się nabiorę. Stoimy na chodniku i negocjujemy. Pośpiech odchodzi, bo w tym momencie mogę sobie na to pozwolić. A spieszę się często z przyzwyczajenia, do szybkiego tempa, do listy zadań, więc biorę to spowolnienie za pewną atrakcję.
Wchodzę w buty małej damy i próbuję spojrzeć na świat jej oczami, dostrzec to, co zwykle mijam bez zanotowania. Okazuje się, że na niby nudnej, pustej ulicy tyle się dzieje. Na przykład taki "pan ochroniarz", na co dzień nie budzący żadnego zainteresowania, może być obiektem kilkuminutowej obserwacji, co zresztą go trochę speszyło.
Będąc bliżej małego człowieka, odświeżam potrawy z dzieciństwa, co jednak nie powstrzymuje mnie od podtykania dziecku także smakołyków z mojego dorosłego menu i radowania się, gdy posmakuje jej ciecierzyca, sos teriyaki i burgery z komosy. Ryż z jabłkami każdy w Polsce zna (a wspomnienie o nim budzi skrzywienie na twarzach Japończyków). Dziś wersja trochę bardziej wysublimowana niż ta pamiętana ze szkolnej stołówki, niemniej prosta do wykonania. Zamiast tradycyjnie podawanych do ryżu jabłek użyłam gruszek, które pod nieobecność w domu zmiękły i nie są już chrupiące jak lubię, a do tego gęsty, ciemny, słodko-korzenny sos. Jedzenie tego powoli, wszystkimi zmysłami i w skupieniu na każdym kęsie jest dla dorosłego trudne, ale ma swoją wartość.
Składniki na 2 porcje:
- pół szklanki ryżu (użyłam jaśminowego)
- 3 duże, dość miękkie gruszki
- łyżka masła
- łyżka soku z cytryny
- 1 łyżka brązowego cukru
- pół łyżeczki cynamonu
- pół łyżeczki przyprawy do piernika*
- świeżo mielony czarny pieprz
- pół łyżeczki soli
- 2 łyżki gęstej śmietany
23 września 2014
Krem z dojrzałych pomidorów z pieczonym jabłkiem
Zanim pozwolę jesieni przyjść na dobre, chwytam dojrzałe pomidory i próbuję najeść się nimi na zapas. Nigdy nie mam dość, a perspektywa długiego oczekiwania na przyszłoroczne zbiory jest trochę przygnębiająca. Korzystając z ulotnej dostępności ulubionego warzywa gotuję zupę. Nieco inną od tradycyjnych, stołówkowych pomidorowych. Dodaję upieczone jabłko, które podkręca slodycz pomidorów, delikatny pieczony czosnek i ocet balsamiczny dla złamania smaku. Lekki krem z pomidorów jest jak wspomnienie gorących i długich dni, piasku z plaży we włosach i nagrzanych słońcem tarasów.
Krem ze świeżych pomidorów
- 1,5 kg dojrzałych, pysznych pomidorów
- 1 jabłko
- 1 główka czosnku
- 1 marchewka
- 1 korzeń pietruszki
- 1 mały seler
- 1 cebula
- 2 liście laurowe, kilka ziaren pieprzu i ziela angielskiego
- 1 łyżka oliwy
- 1 łyżka octu balsamicznego
- sól i świeżo mielony czarny pieprz do smaku
25 sierpnia 2014
Wspólne gotowanie w ogrodzie, czyli warsztat kulinarny w Londynie
Pomysł wyszedł przypadkiem w rozmowie nad Tamizą. W majowym słońcu rozłożyliśmy się ze znajomymi znajomych na nabrzeżu w Richmond. Gadka szmatka i padło "a to ty jesteś tą blogerką?". Śmiesznie się czuję jak mnie tak nazywają. Temat zszedł zaraz na doświadczanie jedzenia, gotowanie i eksperymentowanie w kuchni. Że jednym to łatwo wymyślać, a innym trudno sobie wyobrazić, przeglądając przepisy, co by z tego mogło wyjść. Że woleliby zobaczyć na żywo jak coś się robi niż o tym czytać. "A może zrobiłabyś warsztat w Londynie?" - usłyszałam.
Kalendarz napięty mam mocno, co rusz jakiś wyjazd. Pierwszy wolny weekend pojawił się dopiero w sierpniu. Najczęściej gotuję sama ze sobą, więc pomyślałam, że warto by było sprawdzić się w innej roli. Data została ustalona, zaczęłam działać. Pomysłów tysiąc pięćset, i to zrobimy, i to... Hola hola! Rozpisałam wszystko w excelu (sic!), czego ile, w jakiej kolejności, co zabrać z Warszawy, co ogarnąć na miejscu. Logistyka do kwadratu. I poleciałam.
Kalendarz napięty mam mocno, co rusz jakiś wyjazd. Pierwszy wolny weekend pojawił się dopiero w sierpniu. Najczęściej gotuję sama ze sobą, więc pomyślałam, że warto by było sprawdzić się w innej roli. Data została ustalona, zaczęłam działać. Pomysłów tysiąc pięćset, i to zrobimy, i to... Hola hola! Rozpisałam wszystko w excelu (sic!), czego ile, w jakiej kolejności, co zabrać z Warszawy, co ogarnąć na miejscu. Logistyka do kwadratu. I poleciałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



