26 stycznia 2014

Pasta jajeczna z anchois

Pasta jajeczna była hitem urodzinowych prywatek gdy byłam mała. Szykowałyśmy z mamą wielkie półmiski żółto-białych kanapek. Znikały szybko w małych paszczach. Delikatna pasta z żółtek utartych z masłem i majonezem, z posypką białkową była obowiązkowym punktem w menu.

Współcześnie nieco wzbogacona, wersja dla dorosłych, zdecydowanie mocniejsza w smaku. Dobry pomysł na weekedowe śniadanie.

Pasta jajeczna do pieczywa
3 jajka ugotowane na twardo
kilka filecików anchois z zalewy
łyżka kaparów
łyżka majonezu lub kwaśnej śmietany
sól, pieprz czarny i kajeński

Jajka przeciąć na pół, wyjąć żółtka i przełożyć je do miski. Białka pokroić w drobną kostkę lub zetrzeć na tarce. Dodać połowę białek do żółtek. Kapary i anchois posiekać. Wymieszać z majonezem, przyprawić. Smarować kromki dobrego pieczywa, posypać pozostałym białkiem.
Smacznego!





18 stycznia 2014

Sałata z kozim serem, burakami i pestkami granatu

Dziś w kuliarną podróż można się wybrać praktycznie nie ruszając się z domu. Egzotyczne przyprawy, owoce, warzywa
są dostępne w osiedlowych sklepach i bazarach. Produkty i smaki migrują szybciej i dalej niż kiedykolwiek wcześniej. Można
z nich korzystać bez pokonywania tysięcy kilometrów i mieszać lokalne, sezonowe smaki z tymi z odległych zakątków. Co prawda odkrywanie dalekich kuchni we własnym domu nie zastąpi poznawania jedzenia podczas wędrówek po świecie, kiedy to cała otoczka, tradycja i ludzie nadają nowo poznanym potrawom głęb-
szego wyrazu. Jednak w oczekiwa
niu na kolejne podróże można na co dzień, jeśli tylko przyjdzie ochota, doprawiać jadłospis szczyptą smaku z dalekich stron. 

Wiele inspiracji znajduję w książce, którą jakiś czas temu wygrzebałam na hiszpań-
skim Amazonie. Używana, za 2 euro, o przyciągającym tytule - zakup okazał się wyjątkowo dobrym strzałem. "World Food Cafe 2" zabiera w podróż po smakach Afryki, 
Pakistanu, Kambodży, Francuskiej Polinezji, Malezji, Karaibów i kilku innych ciekawych, ale mniej popularnych kulinarnie miejsc.



 Publikacja zawiera proste przepisy na dania 
wegetariańskie, które łatwo przygotować ze składników dostępnych w Europie. Gdy ją przeglądam ślinka mi leci, wyobraźnia zaczyna pracować i robię się głodna. Takie "podróżowanie językiem po mapie". Moc wrażeń.
Wcześniej pisałam już o Lablabi, tunezyjskiej zupie z ciecierzycy i czosnku, a dzisiaj dzielę się hitem miesiąca: arabską sałatką z rodzimym burakiem (zdecydowanie jestem burakoholikiem w tym sezonie). Przepis także pochodzi z "World Food Cafe 2", poniżej delikatnie zmodyfikowany przeze mnie. Połączenie smaków uwiodło podniebienia kilku znajomych, więc warto się tym pomysłem podzielić. I wrzucić trochę koloru w szarozimową aurę.

Sałata z kozim serem, burakami i pestkami granatu
- do wyboru: rukola / sałata rzymska / sałata karbowana / mix sałat
- kilka małych upieczonych buraków
- około 150 g koziego sera (np. dojrzewająca rolada)
- garść soczystych pestek granatu
- garść orzechów włoskich
- świeża papryczka peperoni

Dressing (clou tego dania!)
- po 1/2 łyżeczki słodkiej papryki, kminu rzymskiego, cynamonu i soli
- sok z 1/2 cytryny
- łyżeczka miodu
- kilka łyżek oliwy z oliwek
Wszystkie składniki sosu wymieszać z oliwą, dobrze wstrząsnąć/wymieszać i odstawić.

Sałatę umyć i osuszyć. Upieczone i wystudzine buraki obrać ze skórki, pokroić w cienkie plastry lub w kostkę. Ostrą papryczkę oczyścić z pestek i pokroić w cienkie paski. Uwaga: tę czynność lepiej wykonywać w rękawiczkach albo porządnie wymyć ręce zaraz po kontakcie z papryczką i nie pchać paluchów do oczu!
Rozłożyć sałatę w głębokie talerze lub miski, na niej układać buraki, kawałki sera, posypać pestkami granatu i pokruszonymi orzechami. Polać wcześniej przygotowanym dressingiem.
Można wszystko wymieszać w dużej misce, ale efekt wizualny będzie gorszy niż gdy podamy indywidualne porcje skropione sosem i nie mieszane.
Słodycz garantu i buraka, ostrość peperoni, kremowy kozi ser, chrupiąca rukola i orzechy, konkretny aromat kminu i cynamonu tworzą wyjątkowo smaczne, oryginalne połączenie. A i oko też się cieszy kolorami.
Smacznego!








6 stycznia 2014

Patatas bravas

Gdy dzień jest zdecydowanie za krótki, gdy za oknem szaro, a prognoza pogody zapowiada zachmurzone niebo na najbliższe dwa tygodnie, tęsknię za Hiszpanią. Odganiam myśli (czy dobrze zrobiłam, że wróciłam do Polski?) i zabieram się za działanie. W kuchni się relaksuję. Skupiam się na obieraniu ziemniaków (heh). Na chwilę pomaga, ale wspomnienia słonecznych dni stycznia w andaluzyjskim słońcu wracają natarczywie. Choć część chiruingutos było zamykanych na zimowe miesiące, można było znaleźć wiele miejsc przy plaży i przekąsić coś po spacerze.
W każdym tapas barze mają w karcie patatas bravas. Dosyć ciężkie, ale w małych ilościach, od czasu do czasu, dobrze było wgryźć się w ziemniaka.
W towarzystwie innych hiszpańskich specjałów w mini ilościach, z lampką wina lub małą szklaneczką chłodnego piwa. Tapas jest dobre na każdą okazję.

Czasem robię w domu swoją wersję patatas bravas, bardziej light, bo nie smażę ziemniaków, tylko je opiekam w piekarniku. Można je przygotować jako dodatek do dania głównego, np. ryby.






Patatas bravas
, czyli dzikie ziemniaki:

- 1 kg ziemniaków
- 3 łyżki oliwy z oliwek
- łyżeczka rozmarynu
- łyżeczka wędzonej papryki

Piekarnik rozgrzać do temperatury 200 stopni. Ziemniaki obrać i pokroić na kawałki wielkości 3-4 cm. Wrzucić do naczynia żaroodpornego, skropić oliwą, oprószyć solą, rozmarynem i pieprzem. Wymieszać ręką, by ziemniaki dokładnie pokryły się oliwą i przyprawami. Piec około 30 minut, delikatnie zamieszać i piec kolejne 10 minut (na koniec włączam opcję grillowania, żeby się dobrze opiekły i były chrupiące). Nakłuć widelcem - gdy wchodzi gładko, są gotowe.

Podawać gorące, polane lub wymieszane z sosem paprykowym lub pomidorowym. 

W tapas barach można często spotkać patatas bravas z sosem majonezowym ze sproszkowaną papryką. Polecam spróbować jednak z jedną z poniższych wersji salsy na ciepło. Świeża bazylia lub kolendra dobrze grają w tym zestawie.

Sos paprykowy:
- 2 upieczone czerwone papryki
- łyżka koncentratu pomidorowego
- łyżka octu winnego
- ostra papryczka (opcjonalnie)
- sól, pieprz
Obrane ze skóry i oczyszczone z pestek papryki zmiksować wraz pozostałymi składnikami. Doprawić do smaku. Podgrzać (choć na zimno też dobry).

Sos pomidorowy:
- 1 mała cebula
- 2 ząbki czosnku
- łyżka oliwy z oliwek
- puszka pomidorów
- łyżka octu winnego lub balsamico
- sól, pieprz
- kilka kropli tabasco lub szczypta chili
Drobno posiekaną cebulę i czosnek chwilę podsmażyć na oliwie. Wszystkie składniki zmiskować. Podgrzać.

Buen prevecho!


Marbella, styczeń 2013



29 grudnia 2013

Ciasteczka Róży



Malutkie, na gryza. Na jednym, dwóch nie da się skończyć jeść. Idzie cała seria wprost do ust. Niepozorne, kuszące, znikające. 
Siostra przyniosła przepis od Róży i powiedziała, że to na spożytkowanie tych kilku żółtek, które zostały z poprzedniego dnia. No dobra. Pomieszałam składniki, zagniotłam ciasto, upiekłam pierwszą blachę i wpadłam. Niby zwykłe ciasteczka okazały się wciągające. Z cytrynowym lukrem - niebo w gębie.
W świąteczne dni drzwi domu nie zamykały się. Kolejne tury gości wpadały spędzić z nami chwilę po dłuższym niewidzeniu. W pieczeniu kolejnej porcji ciasteczek pomagała mi dopiero co poznana 6-letnia Nastka. Sprawnie wycinała kształty, lukrowała upieczone ciastka, posypywała kolorowymi cukierkami i częstowała wszystkich w domu. Było nas sporo, dzieciaki biegały, śpiewały, wyjadały ukradkiem posypkę i cukier puder.

Odświętne półkruche ciasteczka, wcale nie dietetyczne. Pyszne. Warte tego, by przepis poszedł w świat!

Ciasteczka Róży

  • 1/2 kg mąki pszennej
  • 1 kostka masła (200g)
  • szczypta soli
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3 żółtka
  • 3 łyżeczki cukru
  • 3 łyżeczki kwaśnej śmietany
Mąkę wymieszać z proszkiem i solą. Masło zetrzeć na tarce (grube oczka) wprost do mąki.
Wymieszać żółtka, cukier i śmietanę. Połączyć wszystkie składniki i zagnieść ciasto w kulę. Schłodzić w lodówce około 30 minut. Rozwałkować cienutki placek i wycinać nożem malutkie ciasteczka. Piec 15 minut w temperaturze 180 stopni aż lekko urosną i zbrązowieją.
Lukrować dowolnie. Rewelacyjne z lukrem cytrynowym (3/4 kubka cukru pudru wymieszane z 3 łyżkami soku z cytryny) i kolorową posypką.



























23 grudnia 2013

Makowiec z jabłkami (bez mąki)

Siała baba mak... i wiedziała jak upiec szybkie i łatwe ciasto makowe. Robię je od lat, dwa razy do roku, na święta. Wilgotne od jabłek, trochę słodkie, trochę kwaskowate. Lubię jak mak chrupie w zębach. Dobre na świeżo, a jak postoi kilka dni, to nic się z nim nie dzieje.

To ciasto jest wyjątkowe z powodu 3 składników: kwaśnych jabłek (z innymi, deserowymi nie będzie to samo), całych ziaren maku (musi chrupać) i cytrynowego lukru (słodki-kwaśny). Idealne połączenie.

Składniki (kwadratowa blacha o boku 22 cm):
- 300 g suchego maku (nie mielonego)
- 5 kwaśnych jabłek (1 kg), najlepiej renet
- 2 łyżki soku z cytryny
- 4 duże jajka
- 1 szklanka cukru
- 150 g miękkiego masła
- 6 łyżek kaszy manny
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
Lukier cytrynowy:
- 3 łyżki soku z cytryny
- 2/3 szklanki cukru pudru






Jabłka obrać, zetrzeć na grubej tarce (buraczanej), skropić sokiem z cytryny i odstawić.

Białka ubić na sztywną pianę, odstawić. W dużej misce utrzeć mak, cukier, żółtka, masło, proszek do pieczenia. Dosypać kaszę manną, starte jabłka i wymieszać. Na samym końcu wmieszać piankę z białek. Przełożyć do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawić do rozgrzanego piekarnika (175 stopni) i piec około 30-40 minut. Gdy z wierzchu będzie już zarumienione i po bokach będzie lekko odstawać jest gotowe. Wyjąć z piekarnika, wystudzić i pokryć lukrem (cukier puder wymieszany z sokiem z cytryny). Przechowywać przykryte płócienną ściereczką. Podawać pokrojone w kwadraty.
Palce lizać!






Printfriendly

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...