30 grudnia 2014

Migdałowe skarby (ciastka z migdałów bez mąki i tłuszczu)

Uwaga. Czytając poniższy tekst i podejmując się realizacji przepisu świadomie wyrażasz zgodę na uzależnienie od niniejszego wypieku!

Szukając w sieci inspiracji na słodkie przegryzki dla K., które byłyby szybszą alternatywą dla cantucci, natknęłam się na prosty przepis (źródło tutaj) na ciasteczka migdałowe. Proporcje zmodyfikowałam tak, by dostosować smak do naszych gustów (mniej cukru, więcej migdałów). Okazały się banalnie proste, tak dobre i wciągające! Prawdziwy hit ostatnich tygodni! Trochę ich rozdałam i każdy, kto ich spróbował prosił o przepis. Wieść o migdałowych skarbach rozeszła się szybko i nawet ci, którzy tylko o nich słyszeli, także domagali się przepisu. Miesiąc temu zamieściłam go na stronie na FB, ale to nie wystarcza. Wrzucam więc na bloga pełną wersję, skoro jest tak duże zapotrzebowanie :) 

Rzeczywiście ciastka to niezwykłe, mimo, że banalnie proste. Mocno orzechowe, lekko słodkie, bez mąki, bez tłuszczu. Głównym składnikiem są tarte migdały. Najlepiej sprawdzają się te dość grubo mielone ze skórką (nie mąka z blanszowanych migdałów). Mielenie migdałów w domu byłoby męką, można kupić gotowe. Koszt 2 opakowań 200 gramowych to 24-30 zł. Tanie nie są, ale zdecydowanie warto zainwestować w wypiek klasy premium!

Migdałowe skarby (25 sztuk)
- 400 g tartych migdałów
- 3 białka
- 1/2 szklanki cukru pudru
- 1 łyżka syropu z agawy lub golden syroup (nie masz pod ręką? dodaj miodu lub pomiń)
- dodatkowo 1/4 szklanki cukru pudru do obtaczania
- nadzienie, np. konfitura lub płatki migdałów lub suszona żurawina


Tarte migdały połączyć z białkami, 1/2 szklanki cukru pudru i syropem. Wystarczy wymieszać łyżką, powstanie dość kleista masa. Wstawić na 30 minut do lodówki.
Następnie z migdałowej masy lepić małe kulki. Masa się będzie kleić, więc dobrze jest przepłukiwać dłonie pod zimną wodą. Kulki obtoczyć w cukrze pudrze i lekko spłaszczyć tak, aby powstały równe krążki. Na środku zrobić palcem wgłębienie i odłożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia (zamiast papieru sprawdza się silikonowa mata do pieczenia). 

Kiedy mamy już całą blachę migdałowych krążków nałożyć we wgłębienia kapkę konfitury lub płatki migdałów. Świetnie pasują tu maliny lub inne kwaskowate owoce dla złamania słodyczy ciastek. Blachę wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i piec około 20 minut. Z wierzchu powinny być chrupiące, a w środku lekko ciągnące.

Piekłam je w różnych kuchniach - różne piekarniki, stopień rozdrobnienia migdałów, wielkość białek i rodzaj nadzienia robiły małą różnicę, ale za każdym razem wychodziły pyszne i znikały w oka mgnieniu. Jeśli nie boisz się uzależnienia, śmiało piecz migdałowe skarby!

22 grudnia 2014

Karmelizowana cebula

Karmię mych gości cebulą. Tak, cebulą. Na początku nie dowierzają, ale jak spróbują, to nie chcą oddać słoika. 

Cebula to niezwykła, bo dopieszczona, wypracowana, doprawiona łzami. Długo duszona już nie szczypie, nie drażni. Smak ma delikatnie słodki, karmelowy. By nie była zbyt mdła, podkręca się ją octem balsamicznym, cytryną i ostrym pieprzem. 

Karmelizowana cebula to ciekawy dodatek do kanapek, jajek, burgerów... Jej przygotowanie nie jest trudne. Warto spróbować, poświęcić kilka kwadransów i przygotować nietypową konfiturę. 

Karmelizowana cebula:
- 6 dużych czerwonych cebul
- kilka sporych łez
- 4 łyżki oliwy z oliwek
- 4 łyżki cukru trzcinowego
- 2 ząbki czosnku
- 2 kwaśne jabłka (renety) - opcjonalnie
- 150 ml wytrawnego, czerwonego wina
- 200 ml wody
- 2 listki laurowe
- 1/2 łyżeczki soli
- 3 łyżki octu balsamicznego
- łyżka soku z cytryny
pieprz czarny i kajeński do smaku

Cebulę obrać, drobno pokroić. Przy dużej ilości cebuli, sprawdzi się sposób taki krojenia - po pierwsze ułatwia kontrolowanie tego, co się dzieje na desce, po drugie mniej poleci łez. Ważne, by nie odkrajać końcówki od strony korzenia, skąd uchodzi drażniąca woń. Należy objąć palcami cebulę tak, aby owa końcówka zwrócona była do wnętrza dłoni. Ostrym nożem naciąć cebulę wzdłuż, ale nie do końca, zostawiając około 2 cm przy końcówce. Obrócić o 90 stopni i naciąć ponownie, a następnie posiekać w poprzek w kostkę.

W głębokiej patelni z grubym dnem rozgrzać oliwę. Dusić cebulę na małym ogniu około 15 minut, dość często mieszając. W tym czasie cebula zacznie oddawać swój naturalny cukier. Następnie dodać cukier trzcinowy, zamieszać i dusić 5 minut. Dorzucić zmiażdżony czosnek, listki laurowe, dolać wodę i wino. Dusić następne 15 minut, potem dodać pokrojone w małą kostkę jabłka (bez skórki). Dalej dusić mieszając, do momentu gdy cebula będzie całkiem miękka. Na koniec doprawić solą, pieprzem, cytryną i octem, i pozwolić by konfitura przeszła przyprawami (kilka minut). Całe gotowanie trwa nieco ponad godzinę.

Gorącą cebulę przełożyć do małych, wyparzonych słoiczków (z tej porcji wychodzą 4 sztuki), mocno zakręcić i odstawić do góry dnem. Po otwarciu przechowywać w lodówce.
Smacznego!


18 grudnia 2014

Zrób bliskim słodki prezent na święta - upieczone z sercem ciastka!

Przedświąteczne szaleństwo zakupowe lekko mnie przeraża. Ilość ludzi w sklepach, zmęczonych bieganiem za prezentami, upoconych w zimowych płaszczach. Tryliony niepotrzebnych do szczęścia przedmiotów na półkach. Masa migających "wyjątkowych ofert" promocyjnych. I korki.
Prezenty zrobione własnoręcznie są niestety rzadkością. A może by tak, zamiast kupować kolejną pierdółkę, upiec śliczne ciasteczka, włożyć w nie trochę serca, zapakować w ładne pudełko i podarować bliskim? Docenią.

W tym roku obdarowywać będę migdałowymi skarbami, które w ostatnich tygodniach okazały się hitem. Przepis wędruje z ust do ust, ciacha też.

Wyjmuję z archiwum listę przepisów na ciastka, które z pewnością ucieszą bardziej niż kolejna para przysłowiowych skarpet. Zachęcam do pieczenia i dzielenia się!






Kliknij w nazwę by przejść do przepisu:



7 grudnia 2014

Sałatka z dynią, soczewicą i pomarańczą



Najtrudniejszy okres w roku, gdy ciemność nocy brutalnie skraca dzień, a widne godziny wypełnione są szarością. Trudno mi się z tym pogodzić i walczyć z chęcią zapadnięcia w sen zimowy. Spożycie mocnej kawy rośnie, choć pomaga niewiele. 
Zamiast łykać suplementy staram się uzupełniać niedobory witalności tym, co jem. Na jesienną chandrę i bladość skóry dobrze jest sięgnąć po witaminy i betakaroten zawarte w dyni i pomarańczy. Pestki dyni chwali się za cenne mikroelementy i zdrowe tłuszcze, a soczewica za łatwo przyswajalne białko. Trochę fantazji, dobrych, prostych skladników i mamy kolorowe danie, które nakarmi oczy i odżywi ciało. 

Sałatka z dynią, soczewicą i pomarańczą
Składniki na 4 porcje:
- około 400 gramowy kawałek dyni
- czerwona cebula
- 150 g zielonej soczewicy
- pomarańcza
- 2 duże garście świeżego szpinaku lub jarmużu
- podprażone pestki dyni
- natka pietruszki lub kolendry

Sos:
- 3 łyżki soku z pomarańczy
- 3 łyżki oliwy z oliwek lub oleju lnianego
- 1 łyżka octu balsamicznego
- sól, pieprz

Dynię pokroić na duże kawałki. Gatunek Hokkaido można piec ze skórką - mięknie i nadaje się do jedzenia. Ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i piec do miękkości (około 40 minut). Cebulę obrać, pokroić w ósemki i upiec (około 20 minut)*. Warzywa można przed pieczeniem lekko nasmarować olejem, oprószyć tymiankiem i ostrą papryką.

Soczewicę zalać zimną wodą (w proporcji 2:1) i gotować na małym ogniu około 20 minut, nie rozgotować, posolić przed końcem gotowania. Odcedzić i przepłukać zimną wodą. Pomarańczę obrać i pokroić w plastry, następnie każdy kawałek na mniejsze części. Na suchej patelni uprażyć pestki dyni. Wymieszać składniki na sos i odstawić.

Wystudzoną dynię oczyścić z pestek, pokroić w dużą kostkę. Na talerzach ułożyć liście szpinaku, po ~3 łyżki soczewicy, kawałki dyni, cebuli, pomarańczy. Polać sosem, posypać natką i pestkami dyni.

W takim towarzystwie soczewica nie jest mdła, pestki przyjemnie chrupią, pomarańcza dodaje słodyczy, a cebula ostrości. Nie ma nudy.

Smacznego!

*Warzywa można upiec na przykład wieczorem, a rano z gotowych produktów szybko poskładać sałatkę do pracy. Korzystając z wolnego miejsca na blaszce i energii, która idzie w grzanie piekarnika, warto dołożyć żółtą lub czerwoną paprykę - z upieczonej zrobić pyszny sos (przepis tutaj) albo połówki buraków - dodać później do kolorowych sałatek (takiej z granatem lub z fasolą).



30 listopada 2014

Kotleciki rybne






























Jeśli znudził ci się tradycyjny zestaw: smażona ryba + ziemniaki + kapusta kiszona, to wypróbuj ten prosty przepis na kotleciki rybne. Nie kupuj mrożonych gotowców, w domu przygotujesz w mig pyszne i o wiele zdrowsze. Dobrze im robi sok z cytryny i natka pietruszki, a d
zięki mące ryżowej i białku całość dobrze się łączy i kotleciki nie rozpadają się. Z masy można lepić małe krążki - idealne dla dzieci lub tzw. finger food na domówkę. Większe płaskie kotlety włóż pomiędzy chrupiące półowki bułki wraz z sałatą, pomidorem, kiszonym ogórkiem, ulubioną musztardą i wgryź się ze smakiem w rybnego burgera.

Kotleciki rybne 
przepis pochodzi z książki Donny Hay "Instant entertaining"

Składniki na 12 małych sztuk:
- 350 g białej ryby, np. dorsza
- 2 białka
- 3 łyżki mąki ryżowej
- 2 łyżki posiekanej natki pietruszki lub innych świeżych ziół
- 1/2 łyżeczki soli morskiej
- świeżo mielony czarny pieprz
- łyżka soku z cytryny
- olej rzepakowy do smażenia

Rybę umyć, osuszyć papierowym ręcznikiem, oczyścić z ości i pokroić na 5 mm kawałeczki. Wrzucić do dużej miski. Dodać białka, mąkę, natkę, doprawić solą, pieprzem i cytryną. Mieszać aż powstanie zwarta masa. Dobrze rozgrzać 1 cm oleju, lepić małe kotleciki i smażyć na średnim ogniu z dwóch stron do uzyskania złotego koloru (po około 2-3 minuty z każdej). Po usmażeniu odsączyć z tłuszczu na ręczniku papierowym.

Podawać na ciepło z cząstkami cytryny i kolorowymi warzywami. Wyjadane na zimno z lodówki też dobre :) Jeśli masz ochotę na sos, wymieszaj jogurt naturalny z łyżką chrzanu lub musztardy i kilkoma kroplami cytryny.


28 listopada 2014

Ceviche z dorsza

Świeża ryba delikatnie pachnie i jest słodkawa. Świeża, naprawdę świeża ryba to w Warszawie skarb. Mało jest miejsc, gdzie można taką dostać, często trzeba na nią polować. Wychodzi na to, że rybę jadam głównie w rodzinnych stronach nad polskim morzem, taką ze sprawdzonego źródła. Jadałam częściej jak mieszkałam w Hiszpanii na Costa del Sol, jadałam dużo podczas pobytów w Japonii. Na Hokkaido nie mogłam wyjść z podziwu ile różnych skarbów wyławia się z Morza Ochockiego i żałowałam, że nasz Bałtyk taki przełowiony. Próbowałam tam tylu nieznanych ryb i owoców morza prosto z kutra, aż po kilku dniach miałam ich po dziurki w nosie. Niestety jak pozna się smak czegoś naprawdę dobrej jakości, to potem trudno zadowolić się marnym substytutem. Sushi bary w Polsce też odwiedzam bardzo rzadko, bo zwykle ryba za ciepła i źle pokrojona, bo ryż nie tak zrobiony... A szkoda, bo lubię.
Kilka dni temu dostaliśmy cynk, że jedzie do Warszawy świeży dorsz prosto z Bałtyku. Rozdzwoniły się telefony i posypały zamówienia. Stęsknieni dobrej ryby wzięliśmy jej sporo. Patrząc w siatkę wypełnioną filetami listowałam w głowie pomysły na wykorzystanie skarbu. Korzystając z rzadkiej okazji posiadania świeżej białej ryby postanowiłam przyrządzić ceviche. To peruwiańskie dobro narodowe je się tam w dużych ilościach. Miałam okazję próbować go w różnych miejscach na świecie i zawsze uwodził mnie jego kwaśno - ostry smak. Podstawą jest dobra ryba, która "gotuje się" w soku z cytrusów. Najbardziej pasuje na letnie posiłki pod gołym niebem, ale warto je robić i w pozostałe pory roku, gdy tylko świeża ryba wpadnie nam w ręce.


Ceviche z dorsza 
składniki na 2 porcje:
- 1 filet ze świeżego dorsza
- 1/2 małej czerwonej cebuli
- 1-2 cytryny
- 1 limonka
- 1/2 ostrej świeżej papryczki
- 1/2 awokado (opcjonalnie)
- szczypta soli
- świeżo mielony czarny pieprz
- garść natki piertuszki lub kolendry

Rybę umyć pod zimną bieżącą wodą (nie moczyć). Osuszyć papierowym ręcznikiem, usunąć skórę i pokroić ostrym nożem w cienkie plastry lub centymetrową kostkę. Przełożyć do niemetalowego naczynia, zalać sokiem wyciśniętym z cytryny i limonki (ryba powinna być całkowicie zanużona w soku). Odstawić do lodówki na minimum godzinę (1-3 h). Będzie gotowa, gdy stanie się całkowicie biała.
Cebulę pokroić w piórka, a awokado w kostkę. Papryczkę rozkroić, usunąć pestki i pokroić w cienkie plasterki.
Wyjąć  rybę z lodówki, dodać cebulę, połowę natki i papryczek, szczyptę soli i wymieszać. Ułożyć ładnie na półmisku, zalać sosem cytrusowym, posypać świeżo mielonym pieprzem i udekorować pozostałą natką i papryczką. Ceviche podawać schłodzone jako przystawkę.
Smacznego!

23 listopada 2014

Pasta z bakłażana (baba ghanoush)
















































Może nie wygląda specjalnie apetycznie, ale smakuje za to nieziemsko. Bliskowschodnia pasta, nie tak popularna jak hummus (tu o nim było), jest konkretnym dodatkiem do różnego rodzaju chlebków. Tradycyjnie podawana jako przystawka lub przekąska (mezze), dobrze się sprawdza przy wieczornych posiadówkach przy winie, gdy chce się przegryźć coś pysznego. 

Pasta z bakłażana
- 2 bakłażany
- łyżeczka soli
- 2 łyżki pasty sezamowej (tahini)
- 2-3 łyżki oliwy
- 2 ząbki czosnku
- łyżka soku z cytryny
- sól, słodka papryka wędzona, czarny pieprz do smaku
- natka pietruszki lub listki kolendry

Bakłażany przekroić wzdłuż, posolić i odstawić na około 30 minut. Nagrzać piekarnik do 180 stopni. Papierowym ręcznikiem zetrzeć z bakłażanów sól i wodę, którą puściły. Piec około 40 minut do miękkości.
Lekko przestudzić i wydrążyć łyżką miąższ, odcisnąć na sitku i następnie drobno pokroić. Dodać pastę sezamową, zmiażdżony czosnek, sok z cytyny i trochę oliwy. Doprawić solą, papryką i pieprzem. Wymieszać z natką lub kolendrą i spróbować. Jeśli potrzeba dodać więcej oliwy, soku z cytyny lub przypraw. 
Podawać schłodzone. Do pieczywa (bagietki, pity, tortilli, flatbread), do świeżych warzyw. Fajnie komponuje się też jako nadzienie w warzywnych rollsach (przepis tutaj).

Kilka podpowiedzi:
- Bakłażany dobrze jest nakłuć i opiec nad palnikiem, dzięki czemu zyskają wędzony smak, a dopiero później upiec je w piekarniku.
- Jeśli nie mamy pod ręką pasty sezamowej, można do pasty dodać drobno posiekaną szalotkę i pomidora. Wtedy uzyskamy tzw. kawior z bakłażana (caviar d'aubergine). 
 - Nie lubisz ostrego smaku czosnku? Dodaj czosnek pieczony (upiecz całą główkę i wyciśnij zawartość z kilku ząbków). Jest łagodniejszy i lekko słodki.
- Zamiast soli dodać możesz kilka drobno posiekanych filecików anchois. 
Smacznego!



3 listopada 2014

Ciasto z burakami i karobem

W poszukiwaniu pomysłów na słodkie co nieco dla mojej "karmiącej" siostry, wróciłam do kiedyś już testowanego przeze mnie karobu, od kilku lat dość popularnego "zamiennika kakao". Piszą o nim w internecie, że smakuje jak kakao, co jest mylne i może prowadzić do rozczarowania. Może być jego zamiennikiem, jak słodzik substytutem cukru, nadaje ciemny (ciemniejszy niż kakao) kolor, ale kakao i karob różnią się w smaku. Ten drugi jest troszkę słodszy, karmelowy, a stosowany w zbyt dużej ilości może mieć nieco metaliczny posmak. 

Różne źródła podają, że karob ma wiele dobrych właściwości: jest łatwostrawny, nie zawiera kofeiny i mniej tłuszczu niż kakao; jest bezpieczny dla alergików, cukrzyków, matek karmiących i małych dzieci (> 1 roku życia). Więcej o karobie (inaczej chlebie świętojańskim lub szarańczynie strąkowym) można przeczytać tu lub tu.

W przepisach zawierających kakao można je zastąpić karobem, zmiejszając ilość o połowę. Pasuje do ciast i ciastek, wzbogacisz nim koktajl mleczno-owocowy, ale nie spodziewaj się tradycyjnego smaku czekolady. Masz ochotę na "zdrowsze" co nieco? Spróbuj tego ciasta. 

Do wersji podstawowej dodaj siekane migdały lub żurawinę, posmaruj słodką polewą (np. karob z mlekiem kokosowym), jeśli wolisz "bogatsze" wypieki.

Ciasto z burakami i karobem
Składniki na małą keksówkę (25 x 11 cm):
- 2 duże ugotowane buraki
- 2 szklanki mąki pszennej lub mieszanej bezglutenowej*
- 3 czubate łyżki karobu
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- szczypta soli
- łyżeczka cynamonu
- 3 jajka**
- 1/2 szklanki oleju rzepakowego
- 1/2 szklanki syropu z agawy (lub jak wygodniej 12 łyżek)

Buraki obrać i zmiksować na puree; nie musi być bardzo gładkie, później ładnie wyglądają w cieście małe kawałeczki buraka. Białka oddzielić od żółtek, ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę i odstawić. Żółtka rozbełtać z olejem i syropem z agawy. Osobno wymieszać suche składniki. Wlać mokre produkty do suchych, dodać buraki i wymieszać łyżką. Na końcu delikatnie wmieszać pianę z białek.
Przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia, wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i piec około godziny (do w miarę suchego patyczka). Ciasto będzie wilgotne. 

Wyszło smaczne, ale jak oceniła siostra karmiąca "no wiesz, to ucierane z malinami było lepsze". Jasna sprawa, wypieki na kostce masła nie mają porównania! Od święta mogę zjeść ciasto z karobem, ale wolę te z prawdziwą czekoladą (póki mogę :).

* Na przykład: 1 szklanka gryczanej, 1/2 jaglanej lub kukurydzianej i 1/2 z ciecierzycy/migdałowej
** Można zastąpić: 1 jajko = 1 łyżka mielonego siemienia lnianego namoczonego w 3 łyżkach ciepłej wody.


31 października 2014

Risotto z grzybami



Risotto cieszy kubki smakowe i węch, przyjemnie wypełnia żołądek. Takie jedzenie otula jak ciepły koc.
Warto postać chwilę przy patelni, cierpliwie mieszać ryż. Mnie to odpręża.


Risotto z grzybami (2 porcje)
- 1 szklanka ryżu do risotto np. arborio
- 100 ml białego wytrawnego wina
- 1 łyżka oliwy
- 1 średnia cebula
- 750 ml bulionu warzywnego
- 80 g startego twardego sera np. dziugas, grana padano, parmezan
- łyżka masła
- płaska łyżeczka soli 
- świeżo mielony czarny pieprz
- szczypta gałki muszkatołowej
po 1/2 łyżeczki papryki wędzonej i tymianku  (opcjonalnie)
- garść mrożonego zielonego groszku (opcjonalnie)
- kilka suszonych grzybów np. prawdziwków
- 300 g pieczarek
- pęczek natki pietruszki

Risotto przygotowuję w dużej, wysokiej patelni z grubym dnem. Wtedy nic nie przywiera i wygodnie się miesza.

Grzyby namoczyć przez min. godzinę.

Pieczarki umyć, obrać i pokroić w kostkę. Podgrzewać na suchej patelni, poczekać aż puszczą wodę i ją odparować. Zdjąć z patelni i odłożyć.
Cebulę drobno posiekać. Nagrzać patelnię, wlać łyżkę oliwy. Cebulę smażyć krótko, dodać sól, wędzoną paprykę i tymianek oraz pokrojone suszone grzyby, a po chwili wsypać ryż i wymieszać. Po 2 minutach dolać wino. Dusić na małym ogniu aż trochę odparuje. Potem stopniowo dolewać bulion małymi porcjami (ładnie się wchłania/odparowuje) i mieszać od czasu do czasu. Gdy zużyjemy już mniej więcej połowę bulionu, dodać pieczarki i groszek. Dalej mieszać i dolewać bulion. Całość gotowania będzie trwała około 20 minut aż ryż się dostatecznie napoi. Nie można go rozgotować, lepiej gdy ryż jest twardawy niż zupełnie miękki.
Na koniec delikatnie wmieszać starty ser (najlepiej dosypywać go partiami), łyżkę masła i posiekaną pietruszkę. Doprawić świeżo zmielonym pieprzem i startą gałką muszkatołową. 
Risotto powinno być wilgotne, ale nie rzadkie. 

Inne składniki, zamiast grzybów i groszku, które pasują do risotta: szparagi, karczochy, dynia, seler naciowy, owoce morza. Dobre jest też klasyczne bez dodatków, z samym serem i masłem.

Smacznego!



16 października 2014

Ryż z karmelizowaną gruszką

Spędzam ostatnio sporo czasu z uroczą dwulatką, która zmusiła mnie, żebym nieco zwolniła. Bo wybranie się z domu wymaga czasu. Zanim włożymy buty jest długa dyskusja na tematy różne albo pojawiają się potrzeby nagłe i nieznoszące odmowy. 

Do sklepu szybko nie dojdziemy, bo jest mnóstwo (ignorowanych przeze mnie) bodźców dookoła, które przykuwają jej uwagę i wymagają komentarza. Chodzenie prosto do przodu jest nudne, więc dziecko urozmaica je dreptaniem do tyłu, piruetami, przysiadami, bądź podskokami, a łapanie równowagi na krawężniku sprawia przecież większą frajdę, prawda? I szybko się nie da. 

Potem mówi, że nóżki nie działają i chce, żeby ją wziąć na ręcę. Sprawdza mnie, czy się nabiorę. Stoimy na chodniku i negocjujemy. Pośpiech odchodzi, bo w tym momencie mogę sobie na to pozwolić. A spieszę się często z przyzwyczajenia, do szybkiego tempa, do listy zadań, więc biorę to spowolnienie za pewną atrakcję. 

Wchodzę w buty małej damy i próbuję spojrzeć na świat jej oczami, dostrzec to, co zwykle mijam bez zanotowania. Okazuje się, że na niby nudnej, pustej ulicy tyle się dzieje. Na przykład taki "pan ochroniarz", na co dzień nie budzący żadnego zainteresowania, może być obiektem kilkuminutowej obserwacji, co zresztą go trochę speszyło.

Będąc bliżej małego człowieka, odświeżam potrawy z dzieciństwa, co jednak nie powstrzymuje mnie od podtykania dziecku także smakołyków z mojego dorosłego menu i radowania się, gdy posmakuje jej ciecierzyca, sos teriyaki i burgery z komosy. 
Ryż z jabłkami każdy w Polsce zna (a wspomnienie o nim budzi skrzywienie na twarzach Japończyków). Dziś wersja trochę bardziej wysublimowana niż ta pamiętana ze szkolnej stołówki, niemniej prosta do wykonania. Zamiast tradycyjnie podawanych do ryżu jabłek użyłam gruszek, które pod nieobecność w domu zmiękły i nie są już chrupiące jak lubię, a do tego gęsty, ciemny, słodko-korzenny sos. Jedzenie tego powoli, wszystkimi zmysłami i w skupieniu na każdym kęsie jest dla dorosłego trudne, ale ma swoją wartość.

Ryż z karmelizowaną gruszką

Składniki na 2 porcje:
- pół szklanki ryżu (użyłam jaśminowego)
- 3 duże, dość miękkie gruszki
- łyżka masła
- łyżka soku z cytryny
- 1 łyżka brązowego cukru
- pół łyżeczki cynamonu
- pół łyżeczki przyprawy do piernika*
- świeżo mielony czarny pieprz
- pół łyżeczki soli
- 2 łyżki gęstej śmietany

Ryż kilka razy porządnie przepłukać, zalać zimną wodą i ugotować, pod koniec dodać sól. Na patelni rozpuścić masło, dodać obrane, pokrojone w cząstki gruszki i sok z cytryny. Posypać cukrem, cynamonem, przyprawą do piernika i pieprzem. Zamieszać i dusić na małym ogniu 10 minut aż cukier się skarmelizuje i powstanie gęsty sos. Rozłożyć ryż na 2 talerze, na wierzchu ułożyć gruszki i dodać kleks ze śmietany.

Smacznego!

*zamiast gotowej mieszanki, można zrobić swoją: zmielić goździki, kardamon, gałkę muszkatałową, cynamon, pieprz, imbir, ziele angielskie. Domowa jest bardziej aromatyczna niż ta sklepowa.
































Rozgrzewające (wege) dania EDYCJA II

23 września 2014

Krem z dojrzałych pomidorów z pieczonym jabłkiem

Zanim pozwolę jesieni przyjść na dobre, chwytam dojrzałe pomidory i próbuję najeść się nimi na zapas. Nigdy nie mam dość, a perspektywa długiego oczekiwania na przyszłoroczne zbiory jest trochę przygnębiająca. Korzystając z ulotnej dostępności ulubionego warzywa gotuję zupę. Nieco inną od tradycyjnych, stołówkowych pomidorowych. Dodaję upieczone jabłko, które podkręca slodycz pomidorów, delikatny pieczony czosnek i ocet balsamiczny dla złamania smaku. Lekki krem z pomidorów jest jak wspomnienie gorących i długich dni, piasku z plaży we włosach i nagrzanych słońcem tarasów.

Krem ze świeżych pomidorów
- 1,5 kg dojrzałych, pysznych pomidorów
- 1 jabłko
- 1 główka czosnku
- 1 marchewka
- 1 korzeń pietruszki
- 1 mały seler
- 1 cebula
- 2 liście laurowe, kilka ziaren pieprzu i ziela angielskiego
- 1 łyżka oliwy
- 1 łyżka octu balsamicznego
- sól i świeżo mielony czarny pieprz do smaku

Rozgrzać piekarnik do 180 st. Upiec jabłko (lepiej od razu kilka - jedno do zupy, reszta na deser), główkę czosnku (nie obierać) i cebulę przekrojoną na pół. Potrwa to około 40 minut.
Przygotować warzywa na bulion: umyć, obrać i pokroić marchew, seler i pietruszkę. Zalać zimną wodą (ok 1,5 l), doprowadzić do wrzenia. Dodać liście laurowe, ziarna pieprzu i ziele. Gotować na małym ogniu około godziny.
Sparzyć pomidory i obrać ze skórki. Pokroić w grubą kostkę, przełożyć do większego garnka i poddusić 10 minut na oliwie. Zalać bulionem (bez warzyw), przyprawić solą, pieprzem i octem. Dodać 4 ząbki upieczonego czosnku (jest delikatny i słodkawy, łatwo wycinąć go ze skórki), cebulę i jabłko (bez gniazda nasiennego). Całość wymieszać i gotować 10 minut. Zmiksować na gładki krem. Podawać na ciepło.


Jabłka wytrawnie

25 sierpnia 2014

Wspólne gotowanie w ogrodzie, czyli warsztat kulinarny w Londynie


Pomysł wyszedł przypadkiem w rozmowie nad Tamizą. W majowym słońcu rozłożyliśmy się ze znajomymi znajomych na nabrzeżu w Richmond. Gadka szmatka i padło "a to ty jesteś tą blogerką?". Śmiesznie się czuję jak mnie tak nazywają. Temat zszedł zaraz na doświadczanie jedzenia, gotowanie i eksperymentowanie w kuchni. Że jednym to łatwo wymyślać, a innym trudno sobie wyobrazić, przeglądając przepisy, co by z tego mogło wyjść. Że woleliby zobaczyć na żywo jak coś się robi niż o tym czytać. "A może zrobiłabyś warsztat w Londynie?" - usłyszałam. 

Kalendarz napięty mam mocno, co rusz jakiś wyjazd. Pierwszy wolny weekend pojawił się dopiero w sierpniu. Najczęściej gotuję sama ze sobą, więc pomyślałam, że warto by było sprawdzić się w innej roli. Data została ustalona, zaczęłam działać. Pomysłów tysiąc pięćset, i to zrobimy, i to... Hola hola! Rozpisałam wszystko w excelu (sic!), czego ile, w jakiej kolejności, co zabrać z Warszawy, co ogarnąć na miejscu. Logistyka do kwadratu. 
I poleciałam.

W Londynie wyzwaniem okazało się zdobycie dobrej jakości warzyw i owoców. Niby są tam jakieś markety, ale nie działają codziennie i nie tam gdzie mi było po drodze. Ach, ryneczki, bazary w Polsce to jest to! Pół dnia biegania i udało się w końcu odhaczyć wszystko na liście zakupowej.

W sobotnie południe zebrała się przy stołach w ogrodzie grupa uśmiechniętych osób głodnych nowych kulinarnych wrażeń. Spędziliśmy kilka dobrych godzin na wspólnym gotowaniu, dobrze się przy tym bawiąc. Nasze menu było różnorodne. Przygotowaliśmy kokosową kaszę śniadaniową z owocami, orzeźwiające lemoniady, kilka wersji hummusa, dwa rodzaje pesto, kolorowe rollsy, awokado z azjatyckim dressingiem, kaszę bulgur z burakiem i fasolą adzuki i farinatę z suszonymi pomidorami. Nie mogło zabraknąć deseru, dlatego powstał też (a niektórzy powiedzą, że przede wszystkim) mrożony sernik orzechowyZ radością patrzyłam jak uczestnicy warsztatu odkrywają nowe smaki, kroją, miksują, próbują i cieszą się każdym kęsem. Supermarketowe pesto, gotowy hummus, ciecierzyca w puszce odchodzą w zapomnienie. Nie było ściąg w postaci dokładnych instrukcji, nie było dokładnego odmierzania. Była za to praca na dobrych produktach, pyszny efekt, kupa śmiechu i pełne (ale nie bolące) brzuchy.

Nie skończyło się na warsztacie. Minął dopiero tydzień, a dostałam już kilka wiadomości z wysp: "Kupiłem kaszę jaglaną! Będzie wypas śniadanie.", "Znalazłam mąkę z ciecierzycy i zrobiłam farinatę, która zasmakowała nawet mojemu mężowi, który nie przepada za wynalazkami.", "Mam już specjalną półkę na fasole, nasiona i pestki", "Chce mi się eksperymentować i probować nowych zdrowych rzeczy" itd. Dzieje się. To najlepsza dla mnie ocena warsztatu jaka może być.
Dziękuję!



Dziękuję  Marcie za zaproszenie i udostępnienie miejsca oraz Ani i Jankowi za udokumentowanie całego wydarzenia.


9 sierpnia 2014

Mrożony sernik z masłem orzechowym
















































Masz ochotę na coś zimnego, ale niekoniecznie lody? Deser słodki, ale może nie zwykłe ciasto z płynącym w upale kremem? Mrożony sernik orzechowy to jest rozwiązanie. Rozwiązłe, nie dietetyczne i grzechu warte. Efektowne - przy minimum pracy i bez stania w kuchni przy nagrzanym piekarniku. Przygotowujesz dzień wcześniej, zapraszasz gości, częstujesz sernikiem i nie czekasz długo aż poproszą o dokładkę.

Pomysł pochodzi z jednej z książek znalezionych na targach książek kulinarnych. Wpadłam tam tylko na moment "pooglądać". Żeby nie wpaść w szaleństwo zakupów ustaliłam sobie limit: no dobra, mogę nabyć dwie. Było co oglądać, dotykać, wąchać. Wyszłam z pięcioma (w tym z dwoma komiksami japońskimi, a te się nie liczą, no nie?) i niedosytem. Mam słabość do książek kucharskich, tych pięknie wydanych z ładnymi zdjęciami. Mimo tego, że mnóstwo inspiracji do tworzenia w kuchni można znaleźć w internecie, to jednak wydane na papierze opowieści o jedzeniu dają ogromną przyjemność oglądania i czytania na kanapie. Marzy mi się własna książka, taka, którą chciałoby się zjeść.

Mrożony sernik z masłem orzechowym zrobiłam zgodnie z przepisem (zastępując jedynie polewę czekoladową świeżymi borówkami) zaraz po powrocie z targów do domu. Zaniosłam go do pracy, by przetestować tę nowość na kilkunastu osobach (dzięki!) i zebrać opinie. Po tygodniu przygotowałam znów ten sernik modyfikując proporcje i wyszedł jeszcze lepszy. Zmniejszyłam ilość masła i zwiększyłam ilość mascarpone, dzięki czemu wyszedł lżejszy i mniej masłowy. Zmrożony, delikatnie kremowy, z posmakiem orzechów. Idealny deser na letnią imprezę w ogrodzie!

Mrożony sernik z masłem orzechowym
(oryginalny przepis na Frozen peanut butter pochodzi z "Cheesecakes" The Australian Women's Weekly)
Składniki (tortownica o średnicy 26 cm)
- 200 g ciastek (np. korzennych lub z kawałkami czekolady)
- 50 g rozpuszczonego i przestudzonego masła
- 500 g serka mascarpone
- 100 g cukru pudru
- 200 ml słodkiej śmietanki
- 200 g masła orzechowego z kawałkami orzechów
- maliny, borówki, porzeczki do przybrania

Ciastka dokładnie pokruszyć/zmielić i połączyć z masłem. Formę natłuścić i wylepić masą spód i boki do wysokości 2-3 cm. Wstawić do zamrażarki na 30 minut.
Masło orzechowe lekko podgrzać w małym rondlu i wymieszać ze śmietanką. Odstawić by przestygło.
Mascarpone wymieszać z cukrem za pomocą rózgi kuchennej. Połączyć serek z masłem orzechowym ze śmietanką.
Masę serowo-orzechową wylać na zmrożony spód. Na wierzchu ułożyć świeże owoce. Wstawić do zamrażarki na kilka godzin/na noc. Jeśli nie dajemy owoców, to przed podaniem można polać porcję ciasta rozpuszczoną czekoladą, a co!
Podawać zmrożone. Nie liczyć kalorii.
_____________________________________________________
Dla tych, co kochają papier - kopalnia książek kulinarnych:
http://www.bookoff.pl/
http://www.booksforcooks.pl/
http://www.amazon.co.uk/ (dobre ceny + darmowa dostawa do Polski za zakupy powyżej 25 funtów).









Lekkie desery bez piekarnika vol 2

4 sierpnia 2014

Letnie koktajle, nie tylko owocowe

żółty: melon + nektarynka
Ładne lato mamy w Polsce w tym roku. Nie ma co narzekać na upały, tylko korzystać, bo niedługo nam tyłki zmarzną. Fakt, Bałtyk wyjątkowo zimny, prądy jakieś arktyczne maltretują brodzących przy brzegu turystów. Chłód wykręca kostki, dalej wejść się nie da. Próbując oswoić się z temperaturą morza, miałam wrażenie, że stopy mam zanurzone nie w wodzie, a w sorbecie.

Gorąco, więc jeść się specjalnie nie chce, przynajmniej w dzień. Za to orzeźwiająca, lekka, przekąska w płynie, czemu nie? Koktajle owocowe i warzywne robię ze wszystkiego co pod ręką. A jest z czego wybierać, bo przynoszę do domu torby dobroci (niby) nie do przejedzenia, bo oczy chcą i kupują wszystko na co spojrzą. Hurra! Sezon w pełni.

Niżej kilka propozycji na letnie koktajle. Orzeźwiające, smaczne i ładne. Składniki wystarczy zmiksować. Można ewentualnie przelać przez sitko, jeśli skórki nie zmiksowały się dokładnie i mają denerwować konsumenta. Dosładzaj syropem z agawy lub miodem i podawaj schłodzone. Zamiast jednej porcji owocu można dodać, po zmiksowaniu całości, trochę zmrożonego sorbetu i wymieszać. Na zdrowie!


Cztery lekko słodkie:

Żólty
- kawałek melona wielkości pięści
- 1 dojrzała nektarynka
- 1 pomarańcza
- 1 banan
- szklanka mleka sojowego
- łyżka miodu lub syropu z agawy (opcjonalnie)

Czerwony
- kawałek soczystego ananasa
- garść truskawek
- kawałek arbuza bez pestek
- mleko sojowe lub woda

Zielony
- garść świeżego szpinaku
- pomarańcza
- 1/2 cytryny
- 2 świeże ogórki gruntowe bez skórki
- kilka listków melisy
- ok 1/2 szklanki wody
- 1-2 łyżki syropu z agawy

Wiśniowy
- około 20 wiśni, umytych, bez pestek
- 2 dojrzałe brzoskwinie
- 3/4 szklanki mleka sojowego
- łyżka miodu lub syropu z agawy (opcjonalnie)

I dwa wytrawne:

Ogórkowy
- 2 ogórki małosolne
- kilka listków świeżej mięty
- szklanka kefiru
- łyżka soku z cytryny
- szczypta soli
- 2 krople tabasco (opcjonalnie)

Pomidorowy
- 2 dojrzałe pomidory
- szklanka kefiru
- 2 krople tabasco
- świeży tymianek
- sól do smaku


wiśniowy





































Lekkie desery bez piekarnika vol 2

27 lipca 2014

Rollsy z kurkami

Naszło mnie na jedzenie palcami. Chyba po lekturze książki o jedzeniu ulicznym w różnych miejscach świata. Tyle pyszności! Od razu zachciało mi się gdzieś jechać i dotykać nieznane wcześniej jedzenie, jak to robią dzieci. Przyszło mi do głowy, żeby zrobić domowe kukurydziane tortille z krewetkami i awokado, ale nie chciało mi się stać nad patelnią (zachce mi się jak będzie chłodniej). Coś lekkiego, do chrupania, ale nie znów sałata na talerzu, tylko coś do ręki. Jakbym się obraziła na sztućce, palcami i już. Papier ryżowy sam się nawinął w sklepie i wtedy zaświtało: wiem, co zjem! Zawijasy zrobię, rollsy znaczy. Wracając do domu wpadły mi w ręce kurki ładne. Rzadko jem grzyby, ale podkusiły mnie te drobne leśne skarby. Uduszę je i zjem.

Rollsy są wdzięczne, przyjmą wszystko, jak pizza. Zawiń co chcesz w przezroczysty papier, byle by było kolorowe. Jednym ze składników powinno też być coś wilgotnego. Dobrze dać do środka miękki serek, pastę warzywną (z bobu, z bakłażana, z fasoli, hummus...) lub domowe pesto (np. z rukoli lub z mięty). Można się bawić dodatkami. Ładnie się prezentują i są fajną przegryzką na wynos.

Rollsy z kurkami, kozim serem i świeżymi warzywami
Składniki na 4 rollsy:
- papier ryżowy 4 szt.
- 200 g kurek
- łyżka masła + łyżka oliwy
- 2 szczypty soli
- świeżo mielony pieprz
- 4 łyżki świeżego serka koziego
- 1 czerwona papryka
- 1 czerwona cebula
- ok 100 g świeżego szpinaku

Kurki oczyść i osusz. Na patelni rozgrzej oliwę, dodaj masło, zamieszaj. Dodaj kurki, posól, popieprz i duś 10 minut na małym ogniu. 
Umyj liście szpinaku i osusz. Paprykę i cebulę pokrój w cienkie paski.
Do głębokiego talerza nalej wody, zanurz w niej sztukę papieru ryżowego i przełóż na duży płaski talerz. Na środku ułóż garść szpinaku pozostawiając wolny kilkucentymetrowy brzeg papieru. Na szpinak nałóż paprykę i cebulę, przykryj kilkoma liśćmi szpinaku i rozsmaruj łyżkę serka. Na wierzchu ułóż uduszone grzyby.
Zawiń do środka górną i dolną krawędź papieru ryżowego, następnie chwyć za jeden z brzegów, delikatnie naciągnij do środka i zwiń całość ściśle w rolkę.
Przekrój ostrym nożem ukośnie na pół. I gotowe!
Smacznego!



























14 lipca 2014

Farinata (placek z mąki z ciecierzycy)

Jestem fanką ciecierzycy, co widać po postach. Niedawno Mama podrzuciła mi fajny pomysł na placek z mąki z ciecierzycy. Piekłam go już kilka razy i
bardzo mi pasuje. 
Dzięki Mamo!
Farinata, zwana też 
torta di ceci lub cecina, pochodzi z Włoch. Zalet ma wiele. Bardzo prosto się ją robi, śmiało zastępuje tradycyjne pieczywo, sprawdza się jako zdrowa przekąska na wycieczce. Poza tym składa się głównie z mąki z ciecierzycy, która zawiera dużo białka (ok 25g w 100g), kwasu foliowego, żelaza, błonnika i innych skarbów, ma niski indeks glikemiczny i jest wolna od glutenu. No i najważniejsze, dobrze smakuje! Do ciasta podstawowego można dodać ulubione dodatki, przyprawy, zioła i dzięki temu wersji jest bez liku.

Mąkę z ciecierzycy wcale nie tak ciężko dostać, można ją kupić w wielu sklepach internetowych lub sklepach ze zdrową żywnością. Znalazłam taką na jednym z bazarków  na stoisku z kaszami i suszonymi owocami (opakowanie 500g kosztuje 5 zł). Ponoć można taką mąkę przygotować w domowych warunkach mieląc podprażone ziarna suchej ciecierzycy. Tylko trzeba mieć naprawdę mocny młynek, który sobie z tym zadaniem poradzi.



Farinata
Składniki na cienki placek (forma o średnicy 26 cm):
- kubek mąki z ciecierzycy (150 g)
- kubek ciepłej wody (300 ml)
- 2 szczypty soli
- 2 łyżki oliwy
- kilka kropli tabasco lub szczypta ostrej papryki
- świeżo mielony czarny pieprz

Dowolne dodatki, przykładowo (nie wszystkie na raz! każdy wiersz to jeden zestaw):
- 1/2 kubka suszonych pomidorów + garść kaparów
- 3/4 kubka oliwek
- 1/2 kubka fety + garść swieżej bazylii
- cienkie plastry cukinii + tarty parmezan
- domowe pesto
- rozmaryn + cienkie krążki cebuli
etc.

W dużej misce wymieszać wszystkie składniki (bez dodatków i tabasco), najłatwiej za pomocą rózgi kuchennej. Wyjdzie rzadkie ciasto. Ostawić na godzinę. 
Rozgrzać piekarnik do 180 stopni. Dodatki pokroić i dorzucić do ciasta, doprawić tabasco i pieprzem. Foremkę wyłożyć papierem do pieczenia i natłuścić olejem. Przelać ciasto do formy i wyrównać. Można pomazać z wierzchu pesto lub posypać tartym serem.
Piec (opcja góra-dół) około 30 - 40 minut aż wierzch się lekko zarumieni.

Dobrze smakuje zarówno na ciepło, jak i przestudzona. Farinata sprawdza się świetnie zamiast pieczywa, jako zdrowa przekąska na podróż. Pieczcie i jedźcie na wakacje :)

Smacznego!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...